piątek, 9 grudnia 2011

Kiedy samoocena jest zagrożona, używa się kart kredytowych

Na portalu www.sciencedaily.com widnieje artykuł dotyczący poprawy samooceny przy użyciu.. karty kredytowej. 

"People shop for high status items when they're feeling low, and they're more likely to make those expensive purchases on credit, according to a study in the current Social Psychological and Personality Science"

Często zdarza się, że ludzie chcąc zacząć na nowo wierzyć w siebie, polepszyć swoją samoocenę po ciężkim dniu, czy rozmowie, wyładowują swoje napięcia na zakupach, które poprawiają im humor, pozwalają im się poczuć lepiej, władczo, ponad innymi. 

"Because actually parting with cash can be psychologically painful, (...), people might be more likely to use a credit card when feeling badly about one's self."

Sprowadza się to do zakupoholizmu - choroby cywilizacyjnej XXI wieku, gdzie świat jest wypełniony ludźmi, skierowanymi na konsumpcję, branie oraz posiadanie. Moja prezentacja w www.prezi.com pozwoli przybliżyć wady tego uzależnienia, jego przebieg, skutki oraz sposoby radzenia sobie z tym problemem. 
Źródło: http://www.sciencedaily.com/releases/2011/05/110505181541.htm

środa, 7 grudnia 2011

Szansa dla otyłych?

Niedawno dowiedziałam się o istnieniu leku Meridia, dzięki któremu można schudnąć do kilku kilogramów tygodniowo. Jak się jednak okazało, lek, który sprzedawany był jedynie na receptę, został wycofany z aptek, ponieważ "może być niebezpieczny dla zdrowia i życia".


"Meridia, modny lek na odchudzanie, może powodować zawał serca, udar, a nawet śmierć. Ostrzegała przed tym ponad tydzień temu Europejska Agencja Leków i zaleciła wycofanie specyfiku ze sprzedaż."

Z ciekawości wpisałam nazwę tego leku w wyszukiwarce na portalu www.sciencedaily.com, po czym zobaczyłam artykuł pod tytułem: "Anti-obesity drug". Autor tekstu opisuje ten lek jako "life-saving" (ratujący życie) osobom bardzo otyłym, które muszą schudnąć, by żyć dalej.

"anti-obesity drugs are medically prescribed only in cases of morbid obesity, where weight loss is life-saving"


Co ciekawe, leki te są naprawdę skuteczne, ale często trafiają w niepowołane ręce. Osoby szczupłe, czasami nadmiernie chude, z niskim poczuciem własnej wartości robią wszystko, by sięgnąć po tabletki Meridia. Lek jest oparty na uzależniającej amfetaminie, więc często prowadzi, jak narkotyk, do uzależnienia.

"Epilepsy medications and catecholamines and their derivatives (such as amphetamine-based drugs) are the main tools used for this."

Czy warto więc stosować takie leki? Czy człowiek powinien chudnąć kosztem zdrowia? Odpowiedź na te pytania wydaje się oczywista: najlepiej jeść dużo warzyw i uprawiać sport, wtedy łatwo można się pozbyć dodatkowych kilogramów. Należy jednak pamiętać, że nie każdy ma czas na wprowadzenie zdrowego trybu życia, a takie tabletki mogą uratować niejedno życie. 



poniedziałek, 21 listopada 2011

Wpływ otoczenia na jednostkę, czyli słynny eksperyment Zimbardo

Niedawno zainteresował mnie fakt, że w słynnej książce R. Hocka pt. "40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii", nie znalazł się stanfordzki eksperyment więzienny Phillipa Zimbardo. Postanowiłam więc dowiedzieć się o nim więcej i znalazłam wiele ciekawych spostrzeżeń, którymi chciałabym się podzielić. 
Symulacja życia więziennego została przeprowadzona w 1971r. na Uniwersytecie w Stanford. Za cel eksperymentu można uznać chęć znalezienia odpowiedzi na pytania:


Co się stanie, gdy dobrych ludzi umieścimy w złym miejscu? 
Czy człowieczeństwo triumfuje nad złem? A może będzie na odwrót?
Jaki wpływ na człowieka ma otoczenie, w którym aktualnie się znajduje?


Sam eksperyment został skomentowany przez pomysłodawcę, Zimbardo w ten sposób:


"How we went about testing these questions and what we found may astound you. Our planned two-week investigation into the psychology of prison life had to be ended prematurely after only six days because of what the situation was doing to the college students who participated. In only a few days, our guards became sadistic and our prisoners became depressed and showed signs of extreme stress. Please join me on a slide tour describing this experiment and uncovering what it tells us about the nature of human nature."


W skrócie, do udziału w badaniu wykorzystano 24 studentów, spośród 70 zgłoszonych. Zostali oni poddani serii badań i testów psychologicznych, mających na celu wytypowaniu najlepszych kandydatów: bez kryminalnej przeszłości, czy problemów narkotykowych. Badani zostali podzieleni na dwie grupy: więźniów oraz strażników. Więźniowie zostali umieszczeni w specjalnie skonstruowanych celach, znajdujących się w piwnicach stanfordzkiego Wydziału Psychologii. Wszystkie rozmowy więźniów oraz strażników były potajemnie podsłuchiwane, a ich zachowania nagrywane. Wszystko odbywało się jak w prawdziwym więzieniu: badani zostali dokładnie przeszukani, rozebrani oraz poddani odwszawianiu. Więźniowie otrzymali uniformy z własnymi numerami identyfikacyjnymi, natomiast strażnicy otrzymali: koszule w kolorze khaki, pałki policyjne i czarne okulary. Strażnicy nie byli w żaden sposób przyuczeni, jak mają się zachowywać, czy reagować w danych sytuacjach, konfrontacjach z więźniami. Więźniowie zostali ostrzeżeni, że, podobnie jak prawdziwi skazańcy, będą mogli spodziewać się naruszania prywatności i praw obywatelskich podczas eksperymentu. Częścią ich zupełnie świadomego wyboru była również zgoda na otrzymywanie minimalnych racji żywnościowych. W więzieniu było dziewięciu strażników i dziewięciu więźniów. Strażnicy pracowali w systemie trzech ośmiogodzinnych zmian, podczas gdy w każdej z cel było po trzech więźniów. Pozostali strażnicy i więźniowie z grupy 24 ochotników czekali w gotowości, na wypadek gdyby byli potrzebni.
Strażnicy organizowali kilkakrotnie w ciągu każdej zmiany „odliczania”. Początkowo więźniowie nie traktowali ich poważnie, manifestując przy tym chętnie swoją niezależność. Strażnicy nie byli jeszcze zdolni zmusić ich do posłuszeństwa. Popularną formą karania były pompki. Pozornie niegroźne, stały się z czasem metodą poniżania więźniów. Drugiego dnia eksperymentu wybuchł bunt. Więźniowie zabarykadowali się w celach, zdjęli czepki i zerwali numery identyfikacyjne. Zaczęli drwić ze strażników. Ci wezwali do pomocy inną zmianę i razem potraktowali skazańców dwutlenkiem węgla z gaśnicy. Zszokowani więźniowie zostali rozebrani, ich łóżka wyprowadzono na korytarz, a inicjatorów buntu zamknięto w izolatkach. Innych zmuszono do robienia pompek, odmówiono im posiłków i poduszek.



Jeden ze strażników wpadł na ciekawy pomysł: "podejdźmy ich psychologicznie zamiast fizycznie". W rezultacie przygotowano tak zwaną "celę uprzywilejowanych". W "celę uprzywilejowanych" zamieniono jedną z trzech cel. Trzem więźniom, którzy mieli najmniejszy udział w buncie, należały się specjalne przywileje. Oddano im ubranie, łóżka, pozwolono też im się wykąpać i umyć zęby. Innym nie. Uprzywilejowani więźniowie także mogli jeść specjalne jedzenie w obecności pozostałych gdy tamci mieli tymczasowy zakaz spożywania posiłków. Celem było zduszenie solidarności między więźniami. Po połowie dnia „uprzywilejowanych” wysłano z powrotem do zwykłych cel, a na ich miejsce wprowadzono niektórych z inicjatorów buntu. Więźniowie poczuli się zdezorientowani. Pojawiły się spekulacje o współpracy „uprzywilejowanych” ze strażnikami. Relacje w poszczególnych grupach zupełnie się zmieniły. Strażnicy zjednoczyli się w obliczu zagrożenia, solidarność więźniów uległa skruszeniu.
Bunt więźniów okazał się natomiast znaczący dla zbudowania solidarności pośród strażników. Od tego momentu, przestało to być po prostu eksperymentem, czy jakąś prostą symulacją. Strażnicy zaczęli postrzegać więźniów jako prawdziwe zagrożenie, naprawdę zaczęli się ich obawiać. Naturalną ich reakcją na to stało się zwiększanie poziomu kontroli nad więźniami, inwigilacji i agresji.
Przed upłynięciem 36. godziny trwania eksperymentu więzień o numerze 8612 zaczął cierpieć na silne wahania nastroju, miał zdezorganizowany sposób myślenia, dostawał niekontrolowanych wybuchów płaczu i agresji. Więzień nr 8612 następnie zaczął zachowywać się jak cierpiący na poważne zaburzenia umysłowe: krzyczał, przeklinał, zupełnie nie panował nad sobą.

Następnego dnia urządzono odwiedziny dla rodziny i przyjaciół. Aby sprawić dobre wrażenie wyczyszczono całe więzienie, więźniom pozwolono się umyć i zjeść obfity posiłek, a nawet włączono muzykę przez interkom. Jeden ze strażników podsłuchał więźniów omawiających plan ucieczki. Zgodnie z nim, wypuszczony wcześniejszej nocy nr 8612 miał zebrać kilku przyjaciół, wtargnąć do więzienia i uwolnić pozostałych. Naukowcy i strażnicy postanowili udaremnić ten plan za wszelką cenę.
Plotka o włamaniu do więzienia okazała się tylko pogłoską. Nigdy się nie zmaterializowała.
"The guards again escalated very noticeably their level of harassment, increasing the humiliation they made the prisoners suffer, forcing them to do menial, repetitive work such as cleaning out toilet bowls with their bare hands. The guards had prisoners do push-ups, jumping jacks, whatever the guards could think up, and they increased the length of the counts to several hours each."
Zimbardo
Pod koniec eksperymentu więźniowie byli całkowicie zdezintegrowani, zarówno jako grupa, jak i jako jednostki. Nie było już żadnej wspólnoty w grupie, a jedynie kilka odizolowanych jednostek starających się przetrwać -- całkiem jak wśród więźniów wojennych lub pacjentów instytucji dla umysłowo chorych. Strażnicy zdobyli całkowitą kontrolę nad więzieniem i narzucili ślepe posłuszeństwo uwięzionym.
"I ended the study prematurely for two reasons. First, we had learned through videotapes that the guards were escalating their abuse of prisoners in the middle of the night when they thought no researchers were watching and the experiment was "off." Their boredom had driven them to ever more pornographic and degrading abuse of the prisoners. Second, Christina Maslach, a recent Stanford Ph.D. brought in to conduct interviews with the guards and prisoners, strongly objected when she saw our prisoners being marched on a toilet run, bags over their heads, legs chained together, hands on each other's shoulders. Filled with outrage, she said, "It's terrible what you are doing to these boys!" Out of 50 or more outsiders who had seen our prison, she was the only one who ever questioned its morality. Once she countered the power of the situation, however, it became clear that the study should be ended."
Zimbardo
WNIOSKI:
1)  Ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach wcielają się w role oprawców i ofiar. Powodów takich zachowań upatruje on nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki, lecz we wpływie otoczenia na jednostkę.
2) Odgrywanie ról społecznych może wpływać na kształtowanie się osobowości jednostki, w szczególności w sytuacji, gdy nie ma ona możliwości zrzucenia schematu roli, lub gdy rola społeczna nie pozwala jej na margines swobody postępowania.
Wiele badań, przeprowadzonych w latach późniejszych na uczestnikach eksperymentu, ukazały, że badanie nie wpłynęło negatywnie na ich życie. 
Po wydarzeniach znęcania się nad więźniami podczas drugiej wojny w Iraku Zimbardo przypomniał o wyniku swojego eksperymentu wskazując na warunki więzienne jako szczególnie sprzyjające przemocy.
Na podstawie eksperymentu reżyser niemiecki Oliver Hirschbiegel nakręcił w 2001 film Eksperyment, natomiast w roku 2010 ukazał się film "The Experiment", którego reżyserem jest Paul Scheuring, a w główne role wcielili się Adrien Brody i Forest Whitaker.


Źródła: 

środa, 9 listopada 2011

O tym, jak fotografie w mediach mogą wpłynąć na samoocenę

Coraz częściej mówi się o tym, że zdjęcia ukazywane w mediach mają negatywny wpływ na samoocenę. Najnowsze badania wykazują, że prawdą jest negatywny wpływ wizerunków widzianych w mediach (telewizja, Internet, prasa) na niezadowolenie z własnego ciała. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, obserwujący szczupłe, a czasami wręcz chude postacie, chcą się z nimi utożsamiać i robią wszystko, by wyglądać zupełnie tak, jak one. Badanie, które zostało przeprowadzone w hiszpańskim gimnazjum na 1162 uczniach między 14 a 16 rokiem życia ukazuje właśnie tę zależność. Publikacja wyników tych badań oraz artykuł odnośnie wpływu mediów na zaniżoną samoocenę przedstawił portal www.sciencedaily.com .


"For this purpose, the researchers analysed a representative sample group of 1165 Spanish secondary school students between the ages of 14 and 16 years. The results show that body dissatisfaction is linked to exposure to certain types of media content which deals with body image (diet, beauty, health or music videos) rather than the frequency of exposure.
(...) Furthermore, "the effect is seen mainly in women," states Calado, who adds that "other pressures are exerted on men that are mainly linked to achieving a muscular body"."


Maria Calado, główna twórczyni badania, wnioskuje jednak, że tak niepokojące wyniki powinny być przestrogą dla rządu do promowania w mediach pozytywnych wizerunków osób, nie wprawiających widzów w zaniżoną samoocenę, czy problemy zdrowotne (anoreksja, bulimia).


Wystarczy spojrzeć na najbardziej popularne, przesadnie szczupłe aktorki, czy modelki, które prowadzą programy telewizyjne, znajdują się na okładkach gazet - nie sposób uniknąć patrzenia na nie. Propagowanie jednak takiego wyglądu, jak Angeliny Jolie, Nicole Richie, czy Victorii Beckham, nie sprzyja niczemu dobremu. Większość osób medialnych nie sprawia bowiem wrażenia, że jedzą zdrowo, a raczej głodzą się i mają zaburzenia odżywiania.
Więcej pod adresem: http://www.sciencedaily.com/releases/2011/10/111028082005.htm

 Fot. pochodząca z książki G.Mietzela pt. "Wprowadzenie do Psychologii"/ 2000r.

środa, 2 listopada 2011

Sprzeczne opinie na temat Facebooka

Niedawno przeczytałam artykuł na stronie internetowej www.sciencedaily.com, który opisywał pozytywny wpływ portalu społecznościowego Facebook na poczucie własnej wartości wśród osób młodych. Oto najciekawsze fragmenty tego artykułu:

"A new study has found that Facebook can have a positive influence on the self-esteem of college students."

Badanie przeprowadzono na 63 studentach, wśród których część badanych mogła zalogować się na portal społecznościowy, uzupełniać własne notki lub biernie siedzieć przed ekranem monitora.

"While their reports showed no elevation in self-esteem, those who had used Facebook gave much more positive feedback about themselves. Those who had edited their Facebook profiles during the exercise had the highest self-esteem.

"For many people, there's an automatic assumption that the Internet is bad. This is one of the first studies to show that there's a psychological benefit of Facebook," Hancock said."

Zadziwiający jest jednak fakt, że w listopadowym numerze magazynu psychologicznego pt. "Charaktery" przeczytałam równie ciekawy lecz ukazujący odmienną opinię artykuł odnośnie portalu Facebook.


Tekst pochodzi z miesięcznika "Charaktery" / nr 11, listopad 2011

Rodzicom, osobom wychowującym dzieci, opiekunom, pozostaje jedynie pytanie, czy warto poprawiać wśród dzieci poczucie własnej wartości czy zwracać raczej uwagę na liczne zagrożenia płynące z używania portali społecznościowych? A może warto znaleźć arystotelesowski "złoty środek"? Działanie umiarkowane, jednocześnie przynoszące przyjemność, może być najlepszym wyjściem w takiej sytuacji.

wtorek, 25 października 2011

Miłości nie można kupić

13 października na serwisie www.sciencedaily.com pojawił się artykuł dotyczący materialistycznych małżeństw, które, wraz z posiadaniem większej ilości pieniędzy i dóbr materialnych, mają większe problemy w związkach. 

Artykuł nosi tytuł: "Can't Buy Me Love: Study Shows Materialistic Couples Have More Money and More Problems" i odnosi się także do znanego singla zespołu The Beatles z 1964r.

"Scholars at Brigham Young University studied 1,734 married couples across the United States. Each couple completed a relationship evaluation, part of which asked how much they value "having money and lots of things."The researchers' statistical analysis showed that couples who say money is not important to them score about 10 to 15 percent better on marriage stability and other measures of relationship quality than couples where one or both are materialistic."Couples where both spouses are materialistic were worse off on nearly every measure we looked at," said Jason Carroll, a BYU professor of family life and lead author of the study. "There is a pervasive pattern in the data of eroding communication, poor conflict resolution and low responsiveness to each other." (...) For one in five couples in the study, both partners admitted a strong love of money. Though these couples were better off financially, money was often a bigger source of conflict for them. "How these couples perceive their finances seems to be more important to their marital health than their actual financial situation," Carroll said. And despite their shared materialism, materialistic couples' relationships were in poorer shape than couples who were mismatched and had just one materialist in the marriage.The study's overall findings were somewhat surprising to Carroll because materialism was only measured by self-evaluations.


(
Fragmenty artykułu zaczerpnięte ze strony internetowej: www.sciencedaily.com. Cały artykuł można znaleźć pod adresem: http://www.sciencedaily.com/releases/2011/10/111013085237.htm)
 
Zadziwiający jest fakt, że małżeństwa, które mają bardzo dobrą sytuację finansową, częściej przechodzą przez konflikty, a ich związki w większym stopniu ulegają rozpadowi. Wydawałoby się, że to właśnie słaba lub przewrotna sytuacja finansowa częściej jest źródłem problemów. Jednak ludzie bogaci, przywiązani do pieniądza i do dóbr materialnych, w wielu przypadkach bardziej cenią sobie właśnie te dobra aniżeli zdrowie, czy dobrą sytuację rodzinną. Warto więc zastanowić się nad swoim życiem oraz postępowaniem, cytując profesora Jasona Carolla:  

"Sometimes people can deceive themselves about how important their relationships are to them," (...) "It's helpful to step back and look at where you focus your time."